Odpowiedź na to pytanie po 50-tym roku życia nie jest łatwa, a szczególną ostrożność trzeba zachować przy gwałtownym przejściu z siedzącego trybu życia do aktywnej jazdy na rowerze. Rozsądek nakazuje zrobienie podstawowych badań medycznych. Jazda na rowerze stacjonarnym i pierwsze testy np. Ruffiera również pozwolą zorientować się we własnych możliwościach. Koniecznie trzeba wyposażyć rower w najprostszy licznik rowerowy, a kolejnym przydatnym urządzeniem będzie pulsometr. Wszystko po to, by nie przekraczać ram rozsądnego wysiłku
Nie jestem
ani nie byłem jakimś supermanem. W 1988 roku rzuciłem palenie. Wskazówka wagi skoczyła do 86-88kg, obwód w pasie 115cm. Pech nie pech, ale w tym czasie skręciłem nogę w kolanie i w ramach rehabilitacji rozpocząłem, oprócz różnych innych ćwiczeń, jazdę na rowerze stacjonarnym.
Nie zdając sobie z tego sprawy zostałem poddany regularnemu treningowi o wzrastającym natężeniu. W końcowym okresie opór rolkowy roweru był już maksymalnie dokręcony. Nie piszę o innych ćwiczeniach, bo to strona o rowerach, istotne jest to, że w najtrudniejszym pierwszym okresie miałem
cel, motywację i nieustający doping rehabilitantek.
W efekcie tych ćwiczeń
mogłem na kupionym rowerze rozpocząć dojazdy do pracy i spojrzeć na świat okiem cyklisty.
W wolne soboty i niedzielę objeżdżałem ze swoimi dzieciakami najbliższe okolice mając zawsze na uwadze potrzebę wzmacniania mięśni kontuzjowanej nogi.
Trafiłem w gazecie na ogłoszenie klubu "REWOR" i spróbowałem jazdy z tą grupą. Pierwsze wycieczki z nimi to była totalna porażka chociaż nie jeździli ani szybko, ani daleko. Trudno było z tych niedzielnych wycieczek zrezygnować, bo już odczuwałem radość z wysiłku. Pojawiało się natomiast złe samopoczucie, jeżeli nie przepedałowałem 30-40 km dwa razy w tygodniu. Dalszy ciąg był łatwy do przewidzenia i zrealizowania.
Z REWOR-em przejeździłem 20 lat, początkowo tylko jako uczestnik, a w końcu kreator niedzielnych i nie tylko, wycieczek. Wygrałem kilka maratonów, przejechałem kilka kilometrów turystycznie po Polsce i najważniejsze,
ciągle chcę jeździć dalej i dłużej.
Wracając do pytania
postawionego na wstępie to przede wszystkim potrzebna jest motywacja . Nie super rower, nie rowerowe bajery, ale
motywacja . do bycia odrobinę lepszym z każdym dniem, każdym przejechanym kilometrem, każdą wycieczką, rajdem, każdymi zawodami.
Miarą postępu będzie ilość przejechanych kilometrów, zdobytych przełęczy zaliczonych imprez rajdowych, czy ciekawych pieczątek.
Pierwszy cel: to wytrzymać 30min. z tętnem 130 uderzeń na minutę. Żeby to osiągnąć, warto przez jakiś okres skorzystać z klubu fitnes i pod okiem instruktora przegotować się do takiego wysiłku. Potem trzeba uzbroić się w cierpliwość i przez regularny trening utrzymać osiągniętą formę, a reszta z czasem przyjdzie sama.
Bardziej zaawansowanych zachęcam do brania udziału w imprezach sportowych na krótkich dystansach. Na przykład rajdy organizowane przez PTTK, maratony MTB organizowane przez panów G&G. Tam rower górski sprawdza się najlepiej i pokazuje wszystkie swoje walory, różne imprezy szosowe.
Biorąc udział w takich imprezach
spotyka się ludzi podobnie "zakręconych" , nawzajem motywujących się by, jeździć dłużej i dalej
Trzeba uwierzyć organizatorom, że trasa jest możliwa do przejechania, a pokonane trudności, warte są naszego wysiłku